Od rana potężna wichura.Nie ma światła, ani wody.Zrobiło się chłodno,gdyż wyłączył się piec co.Nawoziłam drewna do kominka,nakarmiłam psy ,koty i Tosię.W domu cicho,ciemno ,pozapalałam świece i małą lampkę ledową.Pani sołtys kilka razy dzwoniła,że już naprawiają pozrywane linie elektryczne.Czekałam z wytęsknieniem.Przymocowałam lampkę pod żeliwnym kołem i miałam już metrową plamę jasności,w której mogłam sobie czytać….Dobrze ,że przygotowałam sobie dwa garnki wody,mogłam zrobić sobie smaczną herbatę ,czy kawę….Trochę w tej ciemności porozmyślałam,pomarzyłam i w pewnym momencie stała się jasność.Zrobiło się wesoło i nabrałam chęci do pracy……Człowiek dopiero docenia to,co ma, kiedy to traci.Wystarczy 10 godz. bez światła i wody ,aby sobie to uzmysłowić….



