Kuweta na drodze….

Jadąc po dziecko,rozglądałam się po polach,liście tak łagodnie spadały z drzew,słońce chyliło się ku zachodowi.Jechałam powoli,gdyż droga usłana jest różnej wielkości dziurami.Trzeba nie lada umiejętności,aby przejechać dobrym slalomem nie wpadając w doły.I kiedy tak sobie jechałam,oczom moim ukazał się mały kotek,który wybiegł na środek drogi.Znalazł dość pokaźną dziurę i najzwyczajniej na świecie załatwiał swoje potrzeby fizjologiczne.Zatrzymałam samochód,a on niewzruszony tylko na mnie spojrzał i dalej czynił swoje.Po czym podrapał asfalt zakopując swoje skarby i jakby nigdy nic,poszedł sobie na posesję.Strach pomyśleć,co by było,gdyby jechał duży samochód i nie zauważył malucha kociego….Taki bury słodziak…..jm