W nocy przymroziło.Szyby samochodu trzeba skrobać z lodu,ale słonecznie i przejrzyście.Domownicy wyjechali do swoich zajęć,a ja pasteryzuję słoiki z gruszkami,jabłkami ,papryką,buraczkami.Do domu wpadł kotek Henio,nakarmiłam go i troszkę się rozgrzał,choć w nocy psy z kotami ogrzewają się nawzajem.Ma ,to dobre strony,gdyż jamnik Ares miał kłopoty ze stawami,Kropek z Heniem i Matką Cony szybko wygrzały jego chore miejsca i Ares już nie ma swoich dolegliwości.A jeszcze kilka miesięcy temu cierpiał i miał problemy z chodzeniem…Liście pięknie spadają z drzew w rytmie powiewającego wiatru,a sikorki zaglądają do kuchni przez okno,na parapecie którego rosną wrzosy,ozdobna papryczka, sójki skrzeczą i kłócą się o wszystko z wronami i kawkami…Patrzę na brzozy, klony, topole i paleta barw wnika w moje zmysły, tworząc mieszankę poprawiającą moje samopoczucie.O,właśnie przyfrunęło kilka srok i panoszą po orzechem włoskim…Ale,ale nie zauważyły ,że za kupką liści czai się kot Stefan…Biegnę,bo przyjechali po śmieci i psy szczekają niemiłosiernie……Miłego dnia….jm


