Takie tam, podróżowanie bez subtelności….

Pakuję walizkę w groszki białe,

zamykam drzwi na zamek bez klucza

i wsiadam do pociągu bez biletu.

Jadę bez celu jakiegokolwiek,

zaglądam w oczy współpasażerów nic nie mówiących,

zapatrzonych w ekran przydziałowy przedziału.

Zadzwonił telefon i obudziło się licho gadatliwe,

wszechwiedzące, rozpieszczone jakieś takie.

Potem zasnęło, zachrapało, zaklęło przez sen,

podrapało się do krwi i otworzyło przestraszone oczy….

Wysiadam i powoli idę tunelem niemiło pachnącym,

schody dziwnie pochylone z małymi jeziorkami,

ściany krzyczą i dotykają moich pleców.

Ulica nieznana mnie wita astrami,

malinami ,cukinią i starym zegarem ,

mostem,kościołem i siłaczem opalonym na rudo.

Za szybko wysiadłam,czar gdzieś się schował,

a sen powędrował na półkę ze starymi albumami

na zdjęcia błyszczące z odciskami wszystkich palców i nie tylko….jm