Od wczoraj szaleję w ogrodzie.Kiedy wszyscy domownicy byli w domu,to pogoda była jak była i nie można było pracować z powodu zimna i śniegu.Teraz sama ze szpadlem w dłoniach przekopuję kilka arów ziemi.Założyłam tunel na ogórki i już kilkanaście godzin sobie rosną,w inspekcie posadziłam kapustę ,kalarepkę,kapustę czerwoną,cukinię,sałatę i pomidory.Walczę z kotami ,które uwielbiają tarzać się na pięknie wygrabionej ziemi pod zasiwew,tunel również zabezpieczyłam ,bo wczoraj urządziły sobie w nim spa.Leżały w ciepłym i wilgotym powietrzu…Wypoczywam między jednym a drugim zasiewem pod kwitnącą jabłonią ,albo na pomoście nad stawem.Napracuję się naprawdę bardzo,ale jak patrzę ile już jest zrobione ,to dusza rośnie i serce tak jakoś się raduje .Kocham ten mój maleńki kawałek ziemi z łąkami,mleczami i kwitnącym sadem.Patrzę z zachwytem na drzemiące w stawie żaby,motyle,nawet chrabąszcze,które wieczorami tańczą po chrabąszczemu….To jest moje szczęście,to jest mój dom….Kiedy za parę dni przyjadą domownicy,to będzie się czym pochwalić.A teraz do pracy,bo truskawki czekają na wyrwanie z nich chwastów…Ilu tu piękna,tego się nie da wyrazić słowami….jm

Tarzający się Kropek…