Każdy ma swego dzięcioła…

Każdego dnia słyszę dzięcioła tłukącego dziobem w stary pień.Ostatnio,kiedy wybrałam się na nordic walking stanęłam pod dzięciołowym drzewem.Chciałam zobaczyć tego zucha ,który z takim zapałem zdobywa pożywienie.I zobaczyłam.Przeskakiwał z radością na stary złamany konar,dziobał tak ,że aż wiórki leciały.Poczułam radość i taką lekkość wiosenną,że oto za chwilę coś nowego się narodzi,przyjdzie z zapachem ziemi,deszczu,ciepłymi powiewami wiatru.Maszerowałam wśród dorodnych świerków,sosen,brzóz,dębów przyrudziałych od jesieni…Zdawało się słyszeć pomruki i przeciągania budzącego się lasu,szelest przechodzącej sarny….I ja powoli budzę się z zimowego snu,zacznynam odzyskiwać nagromadzone pragnienia,tęsknoty,nowe pomysły.Nie zmarnowałam żadnego dnia,nawet wtedy ,kiedy przesiedziałam w zupełnej ciszy tyle godzin ,kiedy nic się nie chciało,kiedy było tak smutno,że bolało całe ciało…Taka pustynia czegoś mnie uczy,staram się z niej coś wyczytać,niekiedy jest to, zwyczajna odsiadka umysłu,w której jest  może jakiś sens?Mogłam przeżyć ten czas inaczej,weselej,może podróżując,spotykając nowych ludzi?Ta cisza ,w której się zamknęłam była dla mnie potężną chwilą refleksji.Teraz czekam na tulipany,aby otworzyć się na ich świeżość zapachu,na żonkilową słoneczność i szafirkową błękitność.Rozprostuję skrzydła i niech miłość , która jest we mnie ,nie umrze,ale wzbija się wysoko i całuje wszystkie kolory tęczy….I chyba o to ,w tym wszystkim chodzi,aby chciało się chcieć.Myślę ,że każdy ma gdzieś swego dzięcioła,który musi zastukać w nasze życie,abyśmy obudzili się z zimowego snu i wyszli z ze swoich dziupelek na wiosenne łono…..jm