Była sobie mała dziewczynka.Bardzo lubiła biegać.Zawsze biegiem do szkoły,do sklepu,na boisko szkolne.Pewnego dnia przed wiejskimi blokami, zaczęto kłaść szeroki chodnik z sześciokontnych betonowych klocków.Przez okno patrzyła jak każdego dnia wydłuża się równiutka droga.Kiedy wszystko się zakończyło,stanęła na początku chodnika i zaczęła szybko biec do jego końca.Biegała tak codziennie.Potem była nauka jazdy na rowerze.Jeżdziła pod ramą,bo takiego roweru bez ramy w domu nie było.Potłuczone kolana,poździerane łokcie,powkręcane w łańcuch spodnie.Ale pewnego dnia przebyła swoją trasę bez upadku.Bardzo chciała zrobić zawody w biegach i jeździe na rowerze.Zrobiła medale z papieru,namalowała na nich kwiatki,a z nici ,takich białych cieniutkich zrobiła zawieszki.Z podwórka przyszli: Waldek,Bożena ,Gosia,Paweł ,Janek,Andrzej,Danka.Dziewczynki biegały osobno,potem chłopcy,a na końcu wszyscy razem.Największą jej radością było to,że mogła wszystkim wręczyć medale.Były najbardziej złote ,ze wszystkich złotych jakie istniały na świecie.Po zawodach zostało jej jeszcze kilka papierowych medali.Wieczorem,kiedy wszyscy już spali,otworzyła okno i spojrzała na niebo pełne gwiazd.Była taka szczęśliwa,że mogła sprawić dzieciom tyle radości.Patrzyła na wieżę wiejskiego kościółka, wierząc,że ktoś tę jej wdzięczność przyjął z otwrtymi ramionami.Wtedy tak niewiele widziała o Bogu,nawet Go nie szukała.Po latach zrozumiała,że zawsze mocno trzymał ją za ręce i bezpiecznie prowadził przez bardzo trudne życie….Dziekuję….jm
