Od rana sypie śnieg.Utworzyła się puchata pierzynka.Mimo ,że każdy ma juz dość zimy,tego poranka nie można było się nią nie zachwycić.Zrobiłam sobie śniadanie,ciepło się ubrałam i poszłam nakarmić zwierzęta.Najpierw psy,potem kozę Tosię,która szaleje w swojej zagrodzie,bodzie rogami i wskauje na wysoki podest.Nacięłam jej młodych gałązek,nasypałam owsa,nakroiłam jabłek i ziemniaków.Zostało jeszcze zrobienie przerębli na stawie.Kiedy szłam nad staw,zobaczyłam ,że czają się za mną moje kochane kociczki Lucy i Cony.Czarna jak węgiel Cony przepięknie wyglądała z błyszczącymi ,białymi płatkami śniegu na swojej błyszczącej sierści,a Lucy pstrokata cała zanurzyła się w białym puchu.Przybiegły nad wodę i przyglądały się ,co ja takiego robię.Potem zaczęły dokazywać,wbiegły na starą jabłoń i zaczęły się bawić,strącać z drzewa łapkami,zaczepiały również Aresa,który obgryzał swoją kość.W ogrodzie rośnie duży krzak forsycji,wycięłam kilka gałązek i wstawię do dużego wazonu,niech już w domu będzie wiosennej….Teraz napalę w kominku i zacznę przygotowywać obiad.Po długim zastanowieniu się zrobię zupę z suszonych borowików i kluseczki śląskie z masełkim i cebulką,kompot czereśniowy,ciasto z porzeczkami zrobię wieczorem…..jm
