Kruche ciasto porzeczkowo-jabłkowe udało się wybornie,myślę ,że jest to zasługa masła,takiego prosto od krowy.Mama zaopatruje mnie we własnej roboty twarogi ,masła,śmietankę.Owoce do ciasta również ze swojego ogrodu.Zaczęły dojrzewać pierwsze jabłka,pachną tak pięknie,jak jabłka z zakazanego ogrodu p.Kotowskiego.Jako dziecko,często na tę jabłoń patrzyłam.Była stara i wysoka,a owoce miała tak aromatyczne i smaczne,że do dzisiejszego dnia,nie udało mnie się znaleźć równie smaczego jabłka.Często przechodziłam pod tą jabłonką i kiedy na mojej drodze leżało jabłko,podnosiłam je i uciekałam jak mały złodziejaszek.Najpierw przytykałam mały ,piegowaty nosek i wdychałam zapach niedoopisania,a później ze smakiem zjadałam.Te jabłka były robaczywe,ale to i tak nie przeszkadzało w konsumpcji.Lubiłam też z ukrycia obserwować p.Kotowskiego.Miał pszczoły i często je okadzał takim specjalnym urządzeniem.Miał na sobie ochronne ubarania i duży kapelusz z siatką.W tym ogrodzie panowała sielska -anielska atmosfera.Nigdy do tego ogrodu nie weszłam,był tak niedostępny jak najwyższa góra.Kiedy zajechałam na tę wieś po wielu latach,nie było już ogrodu,tylko pole ziemniaczane.Teraz się zastanawiam,czy ten sad istniał naprawdę,czy gwiazdy nad nim były takie jasne,czy pszczelarz był rzeczywisty,kawka „Baśka”,którą przyniosły dzieci,bo wiedziały,że się nią zaopiekuję,łzy ,kiedy odfrunęła pewnego dnia i już nie wróciła?….jm
