Mleczne zęby wiosny i zachrypnięty pies…

Odwilż.Pada deszcz ze śniegiem i jest smutno.Odgarnęłam śnieg i zobaczyłam wyrzynające się mleczne zęby wiosny w postaci krokusów,przebiśniegów,hiacyntów.A kiedy szłam do sklepu,moje nogi zapadały się w mokrym śniegowym cieście.Skarpetki i buty przemokły na wylot.Mężczyzna ,który szedł przede mną udawał ,że taka chlapa go nie wzrusza,do momentu,kiedy sam nie wpadł w kałużę starannie zamaskowaną śniegiem.Zaklął siarczyście pod nosem,a ze starej szopy odezwał się pies,w pierwszej chwili byłam zaskoczona tym dziwnym szczeknięciem ,dopiero kiedy przystanęłam usłyszałam zachrypniętego psa,nigdy w życiu nie słyszałam takiej chrypy u czworonoga…Ogarnęło mnie lenistwo,palę w kominkach,robię jedzonko dla Wiki,którą dopadła angina i mój kochany Szkrabek cierpi teraz mocno.W nocy obudziła mnie prosząc o herbatkę.Nie mogła zasnąć,masowałam jej plecki,otulałam kołderką.Powiedziała do mnie,-wiesz mamo, tak kocham Was wszystkich,że schrupałabym z miłości,a Ty jestem moją najdroższą rodzicielką i przepraszam,że obudziłam ciebie i dziękuję,że tak o mnie dbasz.Wzruszyłam się do łez.Jest takim naszym kochanym Aniołkiem i najdroższym Skarbem….jm