Jest 9.15,a już tyle się wydarzyło.Rano obudził mnie olśniewający wschód słońca,w którym błyszczało miliony białych, lodowych igiełek .Wyruszyłam z psami na pola.Wcześniej zrobiłam na stawie przeręble.Na polu stałam zaczarowana pięknem zimowych drzew,płotów,błękitno-różowego nieba.Po powrocie zabrałam się za karmienie zwierząt.Kiedy weszłam do zagrody kozy Tosi znieruchomiałam.Była pusta.Spojrzałam w górę i zobaczyłam ją na wysokim murku.Bałam się ,że spadnie kiedy zaczęła się kręcić.Podeszłam bliżej i szybko ściągnęłam ją.Zabolała mnie ręka,gdyż kopnęła mnie kopytkiem.Mam solidnego siniaka .Najważniejsze,ze Tosia cała i zdrowa.Następnie poszłam nakarmić kury i niespodzianka,…..Maryna zniosła jajko!!!Kiedy weszłam do środka ,konstrukcja kurnika,a raczej prowizorycznej grzędy zaczęła się składać.Jedną ręką trzymałam się drzwiczek ,a drugą ratowałam kurnik.W końcu udało się opanować sytuację.Jajko wyjęłam z gniazda,ale wyprawa była naprawdę niebezpieczna.Cała konstrukcja jest na dwu metrowej wysokości…Teraz kawa i serniczek z polewą orzechową….jm