Glutek od kilku dni utyka na łapkę.Nie da się dotknąć.Warczy i trochę się boję,że może mnie ugryźć.Jest to mały kundelek,którego zostawili nam poprzedni właściciele.Wyszłam na wieczorny spacer z psami.Brenda z Aresem bawili się kawałkiem drewna,a Glutek kuśtykał przy mojej nodze.Głaskałam go ,drapałam za uszkiem.Jest psim indywidualistą z charakterkiem.Wieczorem ,kiedy zamykam stodołę zawsze idzie przy mnie i pilnuje mnie.Prawdziwy "gospodarz".Brenda jest bardzo zazdrosna kiedy głaszczę Glutka,podbiega, łapie mnie za dłoń,a jego przegania.Dzisiaj przesadziła,złapała go za grzbiet i mocno potrząsnęła.Powiedziałam jej ,co o niej myślę i zamknęłam w jej pomieszczeniu.Glutek uciekł.Szukałam go w stodole,w sadzie.Zrobiło się ciemno.Wzięłam latarkę i zaczęłam przeszukiwać każda dziurę.Poszłam nad staw i zobaczyłam,jak coś czarnego się do mnie zbliża.W stodole obejrzałam jego grzbiet,na szczęście nie miał żadnych ran.Patrzył na mnie spokojnym wzrokiem.Chciałam obejrzeć jego łapkę.Delikatnie wzięłam go na kolana,pierwszy raz nie warczał.Łapka była w dobrym stanie,nie było ran,ani nic nie było wbite.Mam nadzieję,że wszystko będzie dobrze,zjadł z apetytem kolację.Zobaczę,jak będzie jutro…jm