Zaplanowaliśmy ,że tę Sylwesterową noc spędzimy na wsi.Jak co roku, kupiłam książki,abym mogła rozczytywać się w ten dla wszystkich taneczny i rozbawiony czas.Zadzwoniła bratowa i zaprosiła nas tak pięknie,że nie mieliśmy serca jej odmówić.A,że gospodyni z niej wyjątkowa,wieczór sylwestrowy był smaczny i fajerwerkowy.Tak więc, tego Sylwestra 2009 Roku,spędziliśmy w mieście…Kiedy wróciliśmy na wieś do domu,zobaczyliśmy,że psy są w dobrej kondycji,nie ucierpiały po nocnych fajerwerkach,Tośka odzywała się ze stodoły,oznajmiając ,że jest głodna.W domu też było normalnie,ale gdy weszłam do łazienki ,przeraziłam się.Po ścianach płynęły strugi wody i wszystko pływało.Okazało się ,że zepsuł się na strychu zawór i zaczęło się wydobywać dużo wody.A jeszcze w domu było bardzo zimno,tak ,że oddech zamarzał.Szybko rozpaliliśmy w piecach ,kominku.Nawet nie miałam siły ,aby się denerwować.Podziękowałam Panu Bogu za te atrakcje,bo to, co nas nie zabije ,to napewno wzmocni.Jaki Nowy Rok ,taki cały Rok, mówi przysłowie….Aż ,się boję co będzie się działo,ale przez to, moje życie nie jest nudne,a ciągle muszę stawiać czoła nowym wyzwaniom…..Wszystkim ,najpiękniejszej miłości i niespodzianek….jm