Dotykać sobą życia,
rumienić się od nadmiaru nasycenia i
budzić na plaży jak porzucony wrak.
Schować ciało przed wzrokiem obcych ,
wdrapać się wysoko na skarpę i wykrzyczeć swoje pragnienia.
Jak inaczej wyglądałby każdy dzień,
kamykami znaczyłabym przebytą chwilę.
Fale odmierzałyby minuty
uderzając o brzeg.
A wieczorem, chodziłabym po błyszczących cekinach
połyskujących na wodzie i zatańczyłabym taniec,
który byłby zapowiedzią do rejsu mego zatracenia…jm