Szukałam Ciebie w tęczy….

Kiedy miałam trzy latka,poszłam w świat.Szłam przed siebie,przez pola ,łąki.Zatrzymałam się przed starymi jabłoniami i gruszami dziko rosnącymi.Pamiętam ciepło,które mnie otaczało,niczego się nie bałam..Kiedy miałam dziesięć lat,chciałam popłynąć w świat na starej budzie od ciągnika.Była wiosna,nurt rzeki wartki.Zabrałam ze sobą trochę jedzenia i w drogę.Po kilkuset metrach, moja łajba zatonęła.Zbudowałam tratwę,ale też poszła na dno….Nie będę marynarką ,pomyślałam, wtedy załamana doszczętnie…Zimą wybrałam się na łyżwach w świat,ale po kilkunastu kilometrach wróciłam skruszona do domu,z obdartymi do krwi kostkami,(łyżwy były za ciasne).Potem już nie chodziłam w świat,ale świat oberwowałam z wysokich drzew,które rosły wokół mojej wsi.Pewnego dnia,zobaczyłam ogromną tęczę ,była tak wyraźna i kolorowa ,że zapierała dech w mojej młodej piersi.Biegłam w jej stronę,w kierunku najniżej położonego punktu,chciałam dotknąć kolorów tak pięknych.Kiedy dobiegłam wszystko się rozpłynęło,ale nie zasmuciło,bo wiedziałam ,ze pewnego dnia pojawi się i pobiegnę do niej.Myślę sobie ,że już od dziecka wszędzie Ciebie szukałam ,nawet w tęczy….jm