Zamknę oczy i dotknę ściany wilgotnej,
pod mostem przejdę jak ślepiec kulawy,
aby poczuć chłód dzisiejszego dnia.
Słyszę bezbarwny głos kobiety,
smutek z woskiem rozpuszczam na patelni tworzenia.
Stary pędzel gorącem stopiony,
wygląda biednie.
Zbieram zasuszone kwiaty,
zastygłe w swej świetności dmuchawce i koniczynę trójlistną.
Na stole leżą świąteczne karty z życzeniami ,
jeszcze przed chwilą leżały na strychu,
zapomniane od lat…
Zaraz zacznę żyć,zaparzę kawę ,
cicha muzyka popłynie moim krwioobiegiem .
Chcę przeżyć tą chwilę,
przecież widzisz to Panie,że pragnę
stworzyć coś ,co jest we mnie.
Poczułam w sercu radość !
To Twoja zasługa,prawda?
Przepraszam ,że na moment zwątpiłam
w moje marzenia ze strachu…jm