Pasące się owce w promieniach zachodzącego slońca…

Jechaliśmy przez lasy,potem skręciliśmy w polną drogę.Jakież było moje zdziwienie,kiedy zobaczyłam ,że są tam  nazwy ulic wśród tych pachnących sianem łąk.Rolnicy zbierali siano,dzieci bawiły się w snopach suchej trawy.Patrzyłam urzeczona na łany pszenicy,owsa,żyta.Teren był pagórkowaty,kiedy wyjechaliśmy za zakrętu,moim oczom ukazał się widok nawet nie jak z bajki ,bo nawet takich nie ma w opowieściach.Na zboczu porośniętym trawą i ziołami pasły się owce ,było ich chyba setka z małymi ciekawskimi owieczkami.Iście sielankowy nastrój. Otoczona tym zapachem minęliśmy przydrożną kapliczkę i wjechaliśmy na posesję naszych znajomych.Pootwierane auta,okno do mieszkania i drzwi też…zawołaliśmy ale nikogo nie bylo.Telefon….wejdzicie do domu i się rozgośćcie ,w lodówce wino i coś do jedzenia znajdziecie napewno.Z tarasu rozciągał sie widok na łąki ,pola ,pagórki z owcami,jezioro z kumkającymi żabkami….Staliśmy w zupełnej ciszy ,po chwili zajechał wóz drabiniasty a na nim nasz znajomy .Serdeczne uśmiechy ,uściski,opowieści o porannych mgłach ,które delikatnie kładą  się na uśpione jeszcze łąki.Wracaliśmy jacyś inni,bardziej wyciszeni i zachwyceni tym, co nasze oczy zobaczyły.Ale tak naprawdę dopełniło wszystko zachodzące slońce,popisywało się swoim malinowym kolorem z kremem pomarańczowym ,kąpało lasy i karmiło ptaszynę,coś scisnęło mnie za serce.To taka zazdrość ,że nie można tego biegu piękna i zapachu zatrzymać na dłużej.Teraz rozumię Pana Boga,że aby coś naprawdę pokochać trzeba pięknie się natęsnić ,pięknie zauroczyc i ,aby to nie trwało zbyt dlugo z nadzieją na jeszcze….jola maj