Kłębią się we mnie emocje ,
znowu czuję się winna za czyjeś grzechy.
Na dachu starego domu usiadł czarny ptak,
rozglądał się i marszczył swoje gęste i długie brwi.
Z bocianiego gniazda wyrzucono pisklę,
rudy kot zwinnym ruchem porwał martwe ciałko.
Kiedyś mogłam się schować w wysokie zielsko,
tam miałam swój świat,mój mały azyl bezpieczeństwa.
Sprawy dorosłych były dla mnie niezrozumiałe.
Poruszali ustami,bluźnili,pili piwo pod wiejskim sklepem.
Pamiętam najpyszniejsze jabłka u starego pszczelarza,
czołgałam się w zaroślach i kiedy znalazłam się pod jabłonią,
zbierałam je i chowałam za sweter.
Albo starą gruszę ,która straszyła wisielcem,
ale był to wymysł dorosłych na niegrzeczne dzieci.
Dotykam ściany przede mną z grubego ,przeźroczystego szkła,
może to tylko moje marzenie ,że za nią jest świat bez kłamstw,nienawiści,
zazdrości.
Zagubiłam się.
Podaj mi swoją dłoń Boże,bo tęsknię za zakazanym owocem ze starej jabłoni.