Stara jabłoń…

Kłębią się we mnie emocje ,

 znowu czuję się winna za czyjeś grzechy.

Na dachu starego domu usiadł czarny ptak,

rozglądał się i marszczył swoje gęste i długie brwi.

Z bocianiego gniazda wyrzucono pisklę,

rudy kot zwinnym ruchem porwał martwe ciałko.

Kiedyś mogłam się schować w wysokie zielsko,

tam miałam swój świat,mój mały azyl bezpieczeństwa.

Sprawy dorosłych były dla mnie niezrozumiałe.

Poruszali ustami,bluźnili,pili piwo pod wiejskim sklepem.

Pamiętam najpyszniejsze jabłka u starego pszczelarza,

czołgałam się w zaroślach i kiedy znalazłam się pod jabłonią,

zbierałam je i chowałam za sweter.

Albo starą gruszę ,która straszyła wisielcem,

ale był to wymysł dorosłych na niegrzeczne dzieci.

Dotykam ściany przede mną z grubego ,przeźroczystego szkła,

może to tylko moje marzenie ,że za nią jest świat bez kłamstw,nienawiści,

zazdrości.

Zagubiłam się.

Podaj mi swoją dłoń Boże,bo tęsknię za zakazanym owocem ze starej jabłoni.